niedziela, 7 września 2014

Prolog

27 sierpnia 2013 roku, czwarta nad ranem, Melbourne.
INEZ

-Ile mam czekać?- głos blondyna, znajdującego się za drzwiami przeszył moje ciało. Nie byłam gotowa. Nie chciałam przeżyć z nim pierwszego razu, po co ja go tu w ogóle spraszałam?
Nie odpowiedziałam mu, po prostu wyszłam z łazienki, oparłam się o drzwi i nerwowo zerknęłam na chłopaka. Nawet nie wiedziałam jak miał na imię.
- Przepraszam za zamieszanie, ale...- popatrzyłam na niego i próbowałam odgadnąć jak się nazywa.
- Bill.- wtórował mi, a tym samym zdradził swoją tożsamość. Odetchnęłam, prościej mi było z nim rozmawiać.
- Więc Bill... Strasznie mi głupio, że cię tu tak ściągnęłam na marne.- mruknęłam cicho i zaczęłam strzelać kostkami w palcach.
- Jak to na marne?- blondyn podszedł do mnie i pogłaskał mnie po policzku, które zaczęło mnie palić od środka. Byliśmy za blisko siebie, przez co czułam się okropnie skrępowana.
Nie wiedziałam jak mam mu to powiedzieć, czułam się jak jakaś zagubiona mała dziewczynka. Sama tego chciałam, sama go tu zwołałam. Teraz mam go tak spławić?
- Nie chcę, żeby tu do czegoś doszło. W pubie zachowywałam się jak idiotka, przepraszam. To dla mnie nic nie znaczyło.
Byłam strasznie zdenerwowana i poczułam się niespokojnie, gdy odwrócił ode mnie wzrok i prychnął. Usiadł na fotelu, na którym się też rozłożył, zachowywał się dokładnie tak, jakby był u siebie.
- Sama mnie tu ciągnęłaś i błagałaś o to, żebyśmy poszli do łóżka. Nie rozumiem więc o co ci chodzi...będę delikatny.- dodał.
- Nie oto chodzi.- zakręciło mi się na moment w głowie. Alkohol dawał się we znaki. Ile ja wypiłam? Sześć mocnych drinków? Nie pamiętam.
- To o co?
Bill wstał z siedzenia i powoli ruszył w moją stronę. Był ode mnie wyższy o głowę, a ja nie byłam wcale taka niska. Mierzył może z metr osiemdziesiąt pięć, pod koszulką widać było jego umięśnioną klatkę piersiową. Popatrzył mi w oczy.
- Nic złego się nie stanie.- zapewnił.- Przecież wiesz.
Jego oddech pachniał wódką, przemieszaną z jakimiś czereśniami. Mówił spokojnie i płynnie, jakby nic nie wypił, choć sam proponował mi te drinki.
Złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Strzeliłam buraka, ale nie próbowałam się od niego odciągnąć, magnetyzował mnie.
- Chciałbym spędzić z tobą całą noc. Nawet nie wiesz jak mnie pociągasz.- szepnął mi do ucha, a ja momentalnie poczułam przebiegające ciarki po plecach.
Dość. Nie chcę, żeby to tak wyglądało. Nie z nim, nie w takich okolicznościach.
- Przepraszam, ale zdania nie zmienię. A teraz proszę, wyjdź.- wskazałam dłonią drzwi wyjściowe, a on zachichotał. Oddaliłam się od niego, jednak tuż po chwili Bill trzymał moje ręce.
- Nie wyjdę stąd, obiecałaś mi coś.- rzekł stanowczo.
Zrobiło mi się gorąco i na moment poczułam panikę. Nie znałam tego chłopaka i nie wiedziałam jakie ma zamiary. Teraz chciałam być jak najdalej od niego, jednak jego mocny uścisk nie pozwolił mi choćby na podjęcie kroku. Uśmiechnął się szyderczo, po czym zbliżył swoją twarz do mojej szyi.
- Pięknie pachniesz.- pochwalił, lecz ja kompletnie nie przejmowałam się jego komplementami. Chciałam stąd uciec.
- Puść mnie i stąd wyjdź!- krzyknęłam, choć mój krzyk był jak najbardziej zbędny. Na każdą oznakę mojej paniki, Bill po prostu się śmiał. 
Przełknęłam ślinę i próbowałam się szarpać, gdy zaczynał ściągać ze mnie moją czarną koszulkę. Wołałam o pomoc, ale nikt się nie zjawiał. Przecież mieszkałam w domu sama, na obrzeżach Melbourne. Najbliższy dom sąsiadów był oddalony ode mnie o sto metrów, nie ma szans, żeby ktokolwiek mnie usłyszał. Po chwili stałam przy nim w staniku i krótkich szortach.
Bawił się mną i moje cierpienie dawało mu satysfakcję. Szarpałam się i próbowałam się mu wyrwać, ale to nie pomagało. Ręce miałam uruchomione, nogi zresztą też, ponieważ przyległ do mnie całym ciałem.
Co miałam robić?
Ściągnął ze mnie szorty jednym sprawnym ruchem ręki. Byłam w samej bieliźnie, a na mojej twarzy malował się wielki wyraz zażenowania i strachu. Wiedziałam co ma się dalej stać.
Myśl, Inez, myśl.
- Jesteś idealna.- musnął palcami mój brzuch, a ja kątem oka dostrzegłam, że z jego ust poleciały krople śliny. Skrzywiłam się.
Rozważałam wszystkie możliwe opcje ucieczki. Może to ja zaatakuję? Nie jestem wcale słaba, gdy dochodzi co do czego, to potrafię przywalić. 
Blondyn zaczął całować mnie po szyi, a skończył na ustach. Byłam roztrzęsiona i nie pojmowałam, czemu jeszcze go nie zaatakowałam. Byłam jak w paraliżu, a z moich ust wylatywały pojedyncze jęki i błaganie o pomoc. Nim się zorientowałam, po policzkach zaczęły lecieć ciurkiem łzy.
W myślach zaczęłam się modlić, żeby ten koszmar się skończył.
Gdy chciał rozpiąć mój stanik, poczułam tak wielkie przerażenie, że musiałam zainterweniować. Wzięłam się w garść i z całej siły odepchnęłam go od siebie. Byłam zdziwiona, że sobie z tym poradziłam, ale to nie wchodziło teraz w grę. Mogłam wypaść z domu nawet w bieliźnie, nie przeszkadzało mi to. Chciałam się od niego oderwać.
Zanim pociągnęłam za klamkę, Bill zdążył do mnie przybiec i rzucił mną o ścianę. Poczułam silny ból wywodzący się od czaszki. Przez moment miałam mroczki przed oczami.
- Żałosne.- mruknął zdenerwowany, po czym usadowił się przy mnie na kuckach.- Myślałaś, że zdołasz mi uciec?
Rzucił się na mnie. Zaczął intensywnie mnie całować, tak, że nie mogłam nabrać tchu. Wbiłam paznokcie w jego skórę, jednak to nic nie pomagało. Z każdą sekundą czułam się jeszcze bardziej bezbronna i przyszedł taki moment, że chciałam się poddać. Nie umiałam, nie potrafiłam z nim walczyć.
W końcu zebrałam się na odwagę i podjęłam szybką decyzję. Jeśli nie uda mi się teraz, nie uda mi się nigdy. 
Z całej siły zadałam kopniaka w krocze Bill'ego, na co on z głośnym wrzaskiem położył się na podłogę i szybko złapał się za obolałe miejsce. Myślałam, że jestem górą, lecz później chłopak resztkami sił złapał moje stopy i przewrócił na ziemię. Nie miałam pojęcia, że jest tak silny, aby po takim ciosie się jeszcze pozbierać. 
Wydzierałam się na cały głos, żeby przestał. Czułam się tak żałośnie, gdy on, obolały chłopak, miał nawet w tym momencie nade mną przewagę. Co powiedziałaby na to moja siostra? Ta, która wyjechała w celu znalezienia naszych rodziców... Ta, która jest najsilniejsza?
Nie chciałam płakać, dlatego mocno zacisnęłam zęby i poddałam się pocałunkom napastnika. Chciałam, żeby ten koszmar jak najszybciej się skończył.
Przemieściliśmy się na kuchenny blat, gdzie nie przestawał mnie całować. To było okropne, na całym ciele czułam jego zapach i jego smak. Ręką zahaczyłam o lampę, która była o włos od upadku.
Lampa. Szklana lampa.
Nie czekałam na inne przemyślenia, dobyłam lampy, po czym odepchnęłam blondyna i zaczęłam szykować się do zadania ciosu. Wymierzyłam lampę dokładnie w głowę chłopaka i po chwili widziałam tylko rozbijające się szkło. Bill z krzykiem opadł na ziemię, a z jego czoła zaczęła lecieć krew. 
Byłam wstrząśnięta; mój oddech był niespokojny i cała się trzęsłam. Dokonałam tego. Pokonałam go.
Widok krwi, lecącej z tyłu głowy Bill'ego coraz bardziej mnie przerażał. Wylew ani na moment się nie uspokoił, a sam chłopak stał się blady jak ściana. Podeszłam do niego i zerknęłam na jego twarz.
Miał zamknięte oczy.
Jego klatka piersiowa się nie podnosiła.
Dopiero później dotarł do mnie fakt, że stałam się morderczynią.

28 sierpnia 2013 roku, piąta po południu, Sydney
LUKE

Gdzie jest ten idiota?
Dzwoniłem do Billa chyba z piętnaście razy, a ten dureń nawet nie raczył odpowiedzieć. Dokładnie wiedziałem, co zapewne robił- pieprzył jakąś paniusię, albo pił drinki jak świnia. Nie podobało mi się to, skoro się umówiliśmy, to się umówiliśmy.
Nagle telefon zaczął wibrować w mojej kieszeni, a ja poczułem satysfakcję. W końcu się odezwał.
- Halo?- mruknąłem cicho i już szykowałem się do nakrzyczenia na kumpla. Boże, jaki on był nieodpowiedzialny.
Zamiast głosu Billa usłyszałem Caluma. Satysfakcja i poniekąd ulga szybko mnie opuściły.
- Luke, jedziemy do ciebie, nie rób nic głupiego. Po prostu zostań tam, gdzie jesteś.
Zmarszczyłem czoło. O czym on mówi?
- Hood, o czym ty pieprzysz?- warknąłem, kompletnie nic z tego nie rozumiałem.
- Czekaj na nas.
Po chwili połączenie zostało zakończone, a ja zacząłem próby nad skontaktowaniem się z Bill'em. Oparłem się o stół i co parę sekund przykładałem zrezygnowany komórkę do ucha, licząc na to, że odbierze. Idiota, jak tylko wróci do domu, to własnoręcznie mu przyłożę.
Czas mi się dłużył, zostałem w spiżarni sam. Cała moja świta pojechała wyrywać jakieś laski, tylko dlatego, bo Ryan im kazał. Pieprzony manipulant i szantażysta.
Ryan Drown- szef naszego gangu, składającego się z sześciu osób, włącznie z nim. To on wpakował nas w to gówno, do którego po jakimś czasie przywykłem. Chyba każdy chciałby być zwykłym osiemnastolatkiem, popijającym colę i grającym w kosza, niż jakimś bandytą, który zna na pamięć budowę pistoletu. No prawie każdy, Ryan się nie liczy. Oznajmił, że już w moim wieku napadał na największe sklepy Australii i nadal pozostaje niezauważony. To prawda, Drown zachowuje się niczym ninja. Dlatego ma nad nami pełną kontrolę- wie wszystko, widzi wszystko. Nie cierpię typa.
Nie minęło dziesięć minut, a Calum, Michael i Ash zawitali do spiżarni. Pierwsze na co zwróciłem uwagę to nowy kolor włosów Michaela- z blondu przefarbował się na ciemny fiolet. Jeśli chodzi o włosy, to mój przyjaciel ma na tym punkcie hopla. Tak jak ja na broni i swojej pierwszej kochance, czyli gitarze Shendy. Uwielbiam ją, dostałem ją od Billa na urodziny.
Calum był cały rozgniewany, po jego twarzy widać było, że targają nim negatywne emocje. Podszedł do mnie w try-miga i popatrzył się na mnie tak, jakby nie do końca wierzył, że tu jestem.
- Ej, stary. Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.- zaśmiałem się.- Co jest?
Cal odwrócił głowę w stronę chłopaków, po czym przełknął ślinę.
- On nic nie wie...- powiedział cicho, na co Ashton odpowiedział tylko skinieniem głowy. Uniosłem brwi, o co im chodzi?
Zaplotłem ręce przy klatce piersiowej i przeleciałem ich wzrokiem, każdego po kolei.
- Może mi z was ktoś powie, co do cholery się stało?- byłem coraz bardziej zezłoszczony. Chyba jedyny nie ogarniałem całej tej sytuacji i dlatego czułem się tak dziwnie. Przecież mówimy sobie dosłownie o wszystkim, nawet opowiadamy sobie ze szczegółami ostatnie noce z poderwanymi przez nas dziewczynami. Denerwowało mnie to.
- Luke...- zaczął niemrawo Mike. Nie spodziewałem się, że to on zabierze głos.- Bill...- nie mógł się wysłowić, przez co jeszcze bardziej się irytowałem. Niech wali prosto z mostu, a nie.
Mówiąc szczerze byłem ciekaw, co mają mi do powiedzenia o Bill'u. Nie odbierał, więc może się na mnie obraził czy coś z tych rzeczy, a ja nie chciałem się z nim kłócić. Bill był zawistnym typem człowieka i jeśli przegrasz z nim kłótnię, przegrasz wszystko.
- Bill nie żyje.
Otworzyłem oczy i na moment znieruchomiałem. Oblał mnie zimny pot, a każde słowo wywodzące się z  ust moich przyjaciół nie docierało do mnie. Czułem się jak w amoku. Zacząłem ciężej oddychać, a na moich plecach pojawiły się ciarki. Ręka trzęsła się niemiłosiernie.
Bill. Stary, dobry Bill miałby przegrać grę zwaną życiem? Niedoczekanie. 
- Dobra, dość.- parsknąłem.- O co tak naprawdę chodzi?
Mike przeniósł wzrok na pozostałych, oczami pełnymi żalu.
Zaśmiałem się, tym razem z moich ust wydobył się histeryczny chichot.
- Został zamordowany wczoraj w nocy, o piątej nad ranem.- zdanie trafiło do mnie niczym pocisk.
- T- to niemożliwe.- wyjąkałem.- Powiedz, że to nieprawda.
Michael poprawił sobie włosy i obdarzył mnie skupionym spojrzeniem.
- Przykro mi Luke, straciliśmy go.
W jednej chwili nie panowałem nad sobą. Nie wiedziałem czy płaczę, czy nie, nie interesowało mnie co się ze mną dzieje. Dostałem szału. Wziąłem najbliższe leżące przedmioty do rąk i zacząłem rzucać nimi o ścianę. Huk tłuczonych talerzy nie był przyjemny, ale miałem to w nosie.
Podszedłem do Michael'a i targnąłem go za koszulę, wpatrywałem się w niego dzikim wzrokiem. 
- To nieprawda!- wydarłem się prosto w jego twarz. Nie reagował.- To kurwa nieprawda! Nieprawda!
Chciałem go pobić, bez żadnych przyczyn. W tym momencie nie wiedziałem kto to jest, nie rozpoznawałem jego twarzy. Już miałem wymierzyć cios w szczękę, gdy ktoś mocno oderwał mnie od Mike'a. Był to na sto procent Irwin, zawsze interweniował w takich sytuacjach.
Nie słyszałem nic, czułem tylko złość, wściekłość, powalającą na kolana. Sam miałem je jak z waty, dlatego nie potrafiłem postawić nawet kroku. Zamarłem.
W tej chwili liczyło się dla mnie tylko jedno. Znalezienie zabójcy mojego najlepszego przyjaciela i postąpienie z nim tak, jak on postąpił z Bill'em. 
Muszę to zrobić, choćby nie wiem jak długo by to trwało. 
Morderca powinien nauczyć się kto tu rządzi. 


Wanted małymi krokami się ujawnia! Prolog pisałam w dobrym humorze, z weną, ogólnie- myślę, że szło mi dobrze. Z góry chciałabym podziękować wszystkim czytelnikom, którzy będą tu zaglądać (lub już zaglądali!) i pomogą mi tworzyć moją tutejszą podróż. Nie pozostało mi nic innego, jak powiedzieć:
do 1 rozdziału!
Miłego wieczoru kochani, pozdrawiam! ♥
- Neve